Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stephen King. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stephen King. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 marca 2015

S.E.R. mówi, że: 2!

Dziś strzelę sobie w kolano.
BACH!
- Auuu!
To, jak już wstęp mamy za sobą przejdę do meritum sprawy. Zbliżają się święta Wielkanocne, czyli okazja do jedzenie przez miesiąc resztek z Wielkiej Niedzieli. Swoją drogą jest to fascynujący zwyczaj! Przez dwa tygodnie przed świętami gotuje się potrawy, które niby trzeba zjeść wciągu dwóch dni. Po tych dwóch dniach zostaje tego tyle, że można by wykarmić afrykańską wioskę. W związku z czym wpada się na genialny, w swej prostocie, pomysł i zaprasza gości, którym po obiedzie, podwieczorku i kolacji daje się część co zostało.
Niestety plan ten ma jeden szkopuł, który nie daje gospodarzom spać spokojnie, bo zaproszony dzwoni następnego dnia i zaprasza do siebie na „kawę”. Kawa przeradza się w obiad, podwieczorek i kolacje, a na odchodne dostaje się część tego co zostało. Trwa to aż do wyczerpania zapasów, bądź do czasu, kiedy jedna ze stron nie znajdzie sposobu, żeby zrezygnować ze spotkania. Zazwyczaj jest to nagła-okoliczność-niecierpiąca-zwłoki. Jako, że są to święta wielkanocne, to po prawdzie nagłą-okolicznością-niecierpiącą-zwłoki okazuje się puszczany w telewizji od zarania dziejów, Gliniarz w przedszkolu.
Cały proceder kończy się mniej więcej po miesiącu. Wtedy na obiad dostajemy to co zostało - bliżej nieokreśloną berbeluche, mającą śladowe ilości schabowego, sałatki warzywnej, skarpety, lokalnej gazety i starej baby, która wpadła przez przypadek do garnka.
 Po miesiącu człowiek wstaje wreszcie od stołu. Czuje się, jak gruba berta, ewentualnie jakiś Moby Dick. Toczy się do łazienki. Wdrapuje się na wagę. Jej wskazówka niebezpiecznie odchyla się od zera i człowiek już zaczyna sobie tłumaczyć reakcję wagi nagłym wzrostem ciążenia, jakimś złym ułożeniem księżyca. Planuje pójść na siłownie, zacząć zdrowo się odżywiać, ale…
Ale…
Ale się okazuje, że schudł! Waży pół kilograma mniej niż przed świętami! Cud!

Kolejna sprawa to obdarowywanie się prezentami. Proceder równie okrutny co wtrynianie w siebie pięć razy dziennie tego samego jadła.

Co roku, większość z nas, o ile sama nie powie czego chce, dostaje coś co następnego dnia wyląduje na całej stercie Niechcianych Prezentów. Dawać jest dobrze i po chrześcijańsku - spytajcie o to Sashę

 – ale żebyśmy tak jeszcze dawali z głową, to byłoby też mądrze.

piątek, 13 marca 2015

Lśnienie z Doktorem Snem






















Tym razem macie okazję przytać artykuł gościnny, przesłany nam przez: Obejrzyj-Przeczytaj-Zagraj...bądź nie.




Lśnienie z Doktorem Snem


Nie wracam zbyt często do przeczytanych książek. Głównym powodem jest fakt, że brakuje mi na to czasu. Wolę przeczytać coś nowego, niż odświeżać to, co już przeczytałem. Poza tym, najzwyczajniej w świecie obawiam się, że z świetnych wspomnień zostaną tylko zgliszcza. Oczywiście, zdarzają się wyjątki.